Minęło dużo czasu od ostatniej notki. Z przykrością muszę stwierdzić cztery rzeczy. Po pierwsze, przy tym rozdziale nie będzie rysunków. Nie zgrałyśmy się z Ookami i jakoś tak wyszło. Chciałam natomiast jak najszybciej dodać nową część. Co się z tym wiąże, druga niemiła wiadomość to ta, że zapewne popełniłam wiele błędów. Sprawdzałam tę część parę razy przez ostatnie kilka dni, jednak moje oko nie jest tak wprawione jak mojej pomocniczki. Po trzecie zauważyłam, że wiele osób odeszło z ownloga. Ja też przyznaję się bez bicia, że prowadzę dwa inne blogi, jednak nie zapomniałam o Hinode. Mimo wszystko zapraszam na opowiadanie. Ostatnia rzecz. Nigdy nie pomyślałam, że matura tak mnie zaabsorbuje. Niejednokrotnie miałam ochotę pisać. Brakło mi jednak czasu i motywacji. Teraz jestem, mam nadzieję, że ktoś jeszcze pozostał na ownlogu. Pozdrawiam.
SPROSTOWANIE: Tak, mamy rysunki! Właśnie dowiedziałam się, że ich brak był spowodowany moim roztargnieniem. Jak już wiadomo nie poinformowałam Ookami o nowości. Przepraszam, wiem, jestem idiotką. Ale ... kto inny dokończy to opowiadanie? :)
Każdy kłamie. Teru podawała się za mężczyznę, udawała obojętną i nieporuszoną swoją przeszłością. Kitsune zmuszał się do uczucia, Nezumi udawała, że jest ono szczere. Karasu nie dbał o swojego brata, a Ookami nadal przybierała postać maleńkiej dziewczynki. Każde z nich miało swój własny cel. Każde z nich chciało dla siebie najlepiej. Ci obdarzeni mniejszym szczęściem musieli szukac pomocy w zaświatach. Reszta grupy dotarła do bramy. Pozostało im tylko dokończyć swoją opowieść.
Wrota były zamknięte. Karasu, za zgodą strażnika, mógł ich użyć aby dostać się do domu. Jednak Lis nie nadchodził. Ogromna brama w samotności górowała na horyzoncie.
-Może wejdziemy sami? - Ookami znużyło już czekanie.
-Bez zgodny strażnika nie otworzymy wrót - demon był najwyraźniej zaniepokojony. Dziewięcioogoniasty nigdy nie zaniedbałby warty.
Kolejne minuty uciekały w ciszę. Na ich twarze padały pierwsze krople deszczu.Milczenie przerywały kichnięcia zmarzniętych dziewczyn lub narzekania Ookami.
-Spróbujesz je otworzyć?- Teru spojrzała prosząco na wilczycę. Jej nos zmienił barwę na czerwoną już kwadrans wcześniej.
Karasu nie zdążył zaprotestować gdy drzwi były już otwarte. "Niemożliwe" jego twarz nie kryła zdziwienia.
"Idą!". Hayate pozostawał w doskonałym humorze. Kurai jeszcze tego samego poranka wysłał strażnika na spotkanie z wiecznością. Nic nie mogło powstrzymać go od zemsty.
-Czy Momo jeszcze żyje?
-Tak Panie - dowódca zdecydowanym głosem meldował swojemu władcy. Przepełniała go duma i nadzieja na to, iż zostanie nagrodzony.
-Damy jej to czego pragnie. Zemsty i kochanka. Powinna trochę spowolnić Karasu. Przy okazji poślij po Hinę. Oczekuję jej w mojej komnacie.
Kurai doskonale wiedział, że będzie mogła zrekompensować się za łaskę okazaną jej i Momo. Hayate uważał, że jest ona jego najpiękniejszą zabawką. Kurai miał ogromną nadzieję, iż jego Pan pozbawi ją życia. Tak bardzo nienawidził jej za to, iż była jego kobietą.
Hayate odczuł spojrzenie dowódcy na swoich plecach. Nie zwrócił na to najmniejszej uwagi. "Za te wszystkie zniewagi". Kiedyś kochał brata, Karasu był jedyną drogą mu osobą. Teraz miał polec z rąk młodszego członka rodziny.
-Panie - Hina przerwała jego przemyślenia - wzywałeś mnie?
Demon skinął na nią ręką, wskazując aby usiadła obok niego.
-Nie jesteś już zły?
-Tym razem Ci wybaczę.
Jego głos rozchodził się echem po ogromnym pomieszczeniu. Był zimny, jednak można było wyczuć w nim zdenerwowanie. Dziewczyna oparła głowę o jego ramię, zamykając delikatnie powieki.
-Pamiętasz naszą młodość?
-Zawsze byłeś piękny, Panie. Nawet on się Tobie nie równał.
-Karasu odebrał mi wszystko! Tylko tronu nie zdołał posiąść.
-Masz jeszcze mnie.
Hayate zaśmiał się, rozwiązując jej delikatne kimono. "Muszę przyznać, że jesteś moją ulubioną lalką".
Ookami bez trudu poradziła sobie z ogromnymi drzwiami, co jeszcze bardziej zaniepokoiło Karasu. Czarna przestrzeń za nimi nie przypominała Królestwa Cieni.
-Idziemy - Ookami pobiegła pierwsza, tuż za nią Nezumi.
-Chyba mam tremę - demon przejawiał ogromne opory przed wejściem do środka.
-Wiem co czujesz - Teru za nic w świecie nie chciałaby wrócić do swojego królestwa - ale tak trzeba. Będę tam z Tobą, więc chwyć moją dłoń i trzymaj tak mocno jak tylko chcesz. Jednak, jeżeli kiedyś i ja będę musiała wrócić do domu, idziesz ze mną.
Czarodziejka przywróciła mu choć małą część dobrego samopoczucia. Domyślał się, że "przepraszam" nie wystarczy aby załatwić wszystkie sprawy po drugiej stronie. Jednak nie mógł się poddać.
-Masz moje słowo - obiecał. Później widzieli już tylko ciemność.
Każda dusza opuszczająca ciało rusza ku swojej nagrodzie bądź karze. Zaświaty istnieją dla ludzi dobrych. Źli trafiają do krainy cieni. Niekiedy jednak dusza nie odchodzi do końca. Pomiędzy światem ludzi a krainą potępienia wzniesiono bramę. Zabłąkane dusze plątały się w ciemności pomiędzy dwoma światami. Wyższe istoty powołały czyściciela. Miał, a raczej, miała ona odsyłać takie dusze ku ostatecznemu wyjściu.
Satsu była pierwszą uczennicą babuni Reigi, silną jednak zmienną mistrzynią kosy. Ostatnimi czasy jej życie i praca uległy zmianie. Trafiła bowiem na duszę, która nie chciała dać się odesłać. Na początku sprawiało jej to przyjemność. Po tylu stuleciach jej kości zastały się i od dłuższego czasu marzyła o kimś stawiającym opór. Po upływie kilku dni rozpętał się chaos. Nigdy wcześniej nie panowało tu takie poruszenie. Obcy krzyczał coś o bramie, bitwie i królestwie cieni. Nie miała ochoty słuchać jego majaczeń. Zaczynał ją irytować. Faktem jest, iż Satsu nie potrafiła panować nad swoimi destrukcyjnymi zapędami. Jednego z tych męczących dni znalazła szansę. Zaszła obcego od tyłu, uniemożliwiając mu dalszą ucieczkę. Chciała rozkoszować się tym momentem. Przyłożyła mu kosę do gardła, żałując iż ten zabieg był w pełni bezbolesny. Pozostawało jej jedynie widowiskowe rozpłatanie na parę kawałków.
-Moje ciało nadal tam jest! Słuchaj! Ja nie jestem martwy!
-Na pół czy w poprzek - mamrotała pod nosem. Jej oczy rozszerzyły się do granic możliwości - Każdy tak mówi zasrańcu! Nie poddałeś się! Milutko! Teraz jednak czas zdychać ... już wiem, pionowo!
-Reigi mnie tu wysłała!
Imię to odbiło się echem w uszach dziewczyny. Zagryzła wargę. Z jednej strony w jej głowie zagnieździła się chora przyjemność widniejąca pod jednym słowem - pionowo. Z drugiej jednak strony doceniała swoją fuchę. Gdyby Reigi dowiedziała się, że Satsu pokrzyżowała jej plany, zapewne znowu musiałaby biegać z wiadrami, prać jej kimona i pić (jej zdaniem)paskudną herbatę.
-Trupy spieprzają w zaświaty gnoju. Podaj mi choć jeden powód, dla którego miałabym Cię oszczędzić?
Kitsune opowiedział jej o wszystkim co do tej pory przeszedł. Rozpoczynając od lasu Kodama, kończąc na kosie, która prawie rozerwała mu gardziel. Tak oto Satsu straciła dobry humor.
-Więc znasz Karasu, padalcu?
-Naprawdę tak wolno myślisz, że muszę powtarzać to pięć razy?
-Babunia Cię wyszkoliła! Czy ma dla mnie jakąś wiadomość?
-Trening. Mówiła, że znajdę tutaj coś co mi pomoże.
-Rozumiem - jej twarz wykrzywił drapieżny uśmiech - wracamy do zabawy!

-Słyszeliście? - Nezumi, trzymająca z przerażenia dłoń Ookami, stanęła w miejscu zaniepokojona odgłosami dochodzącymi z niedaleka.
-Tego się obawiałem - Karasu stanął koło nich, dając sygnał Teru aby pozostała w gotowości - Bez zgody strażnika zamiast do Krainy Cieni trafiliśmy do przestrzeni oddielającej Wasz świat od mojego. Tutaj panuje kosiarz.
-Razem z truposzami? - twarz Nezumi przybrała fioletową barwę.
-Dokładnie. Obawiam się, że musimy na nią poczekać.
Nezumi pisnęła. Jej zachowanie przysporzyło Karasu dodatkowej rozrywki.
-Cicho! Chyba ktoś biegnie.
-To zapewne... - Karasu zwrócił wzrok w kierunku źródła dzwięków - Kitsune?!
Jego oczy się nie myliły. To jego postać wyłoniła się z ciemności. Był zdyszany, zmęczony, jednak cały i zdrowy.
-Aniki! - Ookami wybiegła w jego kierunku, rzucając się mu w ramiona.
Za jego plecami pojawiła się druga postać. Niższa, drobniejsza. Była to dziewczyna wyglądająca niczym ich rówieśniczka. Miała średnie, różowe włosy.
-Skończyłam z Tobą - spojrzała na Kitsune, który uścisnął jej delikatną dłoń.
-Dzięki.
-Satsugai? - dziewczyna odrazu rozpoznała ten głos.
-Czego chcesz kretynie? Wracasz do domu?
-Jeżeli wskażesz nam drogę. Strażnik opuścił wartę.
Mimowolnie rozejrzała się po pozostałych twarzach. "Dwie dziewczyny i jeden kurdupel płci nieokreślonej". Patrzyły na nią z poruszeniem. Wydawała się bowiem osobą bardzo wulgarną, mimo wszystko dającą się lubić.
-Strażnik nie żyje! Nie wyczułeś tego? - Wszyscy spojrzeli na nią z zdziwieniem - zginął parę dni po przybyciu Kitsune. Kiedy tu weszliście minął jakiś tydzień od tego zdarzenia.
Jej krzykliwy głos nie pasował do czarnej szaty. Wraz z ogromną kosą wyglądała dość groteskowo.
-Kiedy Reigi podesłała Ci Kitsune?
-Może dwa tygodnie temu.
-Rozumiem.
-Czasu ludzkiego!
-Jest tu około roku?!
-Nie miej do mnie pretensji! Ja miałam go tylko zajebać!
Karasu spojrzał na młodzieńca.
-Musimy się pośpieszyć. Nie wiem jak długo Tanuki utrzyma Twoje ciało przy życiu! Satsu? Idziesz z nami?
-No pewnie! Zrobię sobie wakacje!
Czas płynął nieubłaganie, wciągając naszych bohaterów w wir wydarzeń. Jeden nieostrożny ruch mógł skończyć się porażką. Kraina Cieni oczekiwała ich przyjścia.